W piątkowym dzienniku "Polska, The Times", rosyjski naukowiec i analityk, dyrektor Studiów Strategicznych w Moskwie, Andriej Piontkowski snuje dość porażające wizje odnośnie najbliższej przyszłości, i to nie tej liczonej w miesiącach lecz zaledwie w tygodniach jeśli nie w dniach. Piontkowski twierdzi, że jeszcze latem tego roku, najprawdopodobniej między 6 a 20 lipca, Rosja może uderzyć na Gruzję i będzie to pierwsza od 60 lat wojna w stylu III Rzeszy. Jej celem ma być już nie tylko osłabienie kaukaskiego państwa czy danie nauczki Zachodowi, ale wręcz likwidacja suwerenności Gruzji i przejęcie kontroli nad całością kaspijskich zasobów ropy i gazu.
Ostrzeżenie to pokrywa się z tym co niedawno mówił były doradca Putina, Andriej Iłłarionow, który także twierdził, że do inwazji dojść może już 6 lipca. Tego dnia na Kaukazie kończą się wielkie manewry rosyjskiej armii a wypada zaznaczyć, że także ubiegłoroczną kampanię poprzedziły wielotygodniowe manewry, ponoć niezbędne by rosyjska armia mogła wytrzeźwieć przed walką.
Na datę tą mogą wskazywać także inne okoliczności. Z końcem czerwca Kaukaz opuścić muszą obserwatorzy wojskowi z ramienia ONZ i OBWE, a Rosja nie robi nic by ich zatrzymać.
Jest to o tyle dziwne, że w mediach rosyjskich trwa swoiste "przygotowanie artyleryjskie", w ramach którego głośno trąbi się o zagrożeniu ze strony Gruzji. w takiej sytuacji obecność obserwatorów powinna być na rękę "pokojowo" nastawionej Moskwie, a nie jest.
Według Piontkowskiego atak mógłby wyjść z okręgu Achałgori. Rosja dotąd nie wycofała stamtąd swych jednostek, co jest jawnym złamaniem porozumień podpisanych w sierpniu ubiegłego roku w Moskwie, a którymi tak bardzo szczycił się Sarkozy. Achałgori to idealne miejsce do prowadzenia ostrzału, oddalonego o zaledwie 30 km. Tbilisi.
Rosja jeśli zdecyduje się na ten krok, będzie chciała nie dopuścić do wizyty wiceprezydenta Joe Bidena w Gruzji, planowanej na 20 lipca, stąd ta data wymieniana jest przez obu analityków jako graniczna. Z drugiej strony na 6 lipca zaplanowane jest spotkanie Obamy z Putinem i Miedwiediewem, którego głównym tematem ma być kwestia gruzińska. Kreml może nawet demonstracyjnie rozpocząć działania militarne w trakcie tej wizyty, by dobitnie pokazać Zachodowi, że Rosja wstaje z kolan, że z Rosją znów trzeba się liczyć.
Takie zachowanie nie byłoby zresztą niczym nowym, wszak zeszłoroczna wojna wybuchła niemal w chwili, gdy w Pekinie z prezydentem Bushem rozmawiał Putin.
Piontkowski w dalszej części swej prognozy ocenia też szanse, zapobieżenia wybuchowi wojny, i trzeba od razu powiedzieć że ocenia je źle. Dodatkowo jeszcze według rosyjskiego eksperta, fiasko rozmów może przybliżyć udział w przygotowaniach do wizyty takich ludzi jak Henry Kissinger czy James Baker. Obaj mają dość liczne interesy w Rosji, Baker jest doradcą Gazpromu i Rosnieftu, zaś firma Kissingera wykonuje zlecenia dla międzyrządowej grupy roboczej Kissinger-Primakow, z tego też względu nie leży w ich interesie eskalowanie napięcia. Wręcz przeciwnie wpłynąć mogą na "zmiękczenie" stanowiska Obamy, co okazać się może "zielonym światłem" dla zdławienia gruzińskiej niepodległości.
Ta "czarna wizja" najbliższej przyszłości, znajduje niestety potwierdzenie także w słowach innego analityka, dyrektora Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), który w wywiadzie dla "Izwiestii" oznajmił ostatnio, że Putin będzie wkrótce wodzem Eurazji, odrodzonego ZSRR, ze stolicą w Sankt Petersburgu.
Rosja ma wykorzystać odpowiedni moment w historii, jakim jest kryzys ekonomiczny, by kontynuować ekspansję terytorialną, która rozpoczęła się z chwilą błyskawicznego zwycięstwa nad Gruzją. Putin sprowadził zachodnich przywódców do parteru, tak że to oni teraz starają się o jego poparcie - twierdzi Igor Panarin.
Z naszego punktu widzenia urzeczywistnienie tych prognoz stanowić będzie ogromne zagrożenie ale też i wyzwanie. Po zdławieniu Gruzji, następnymi w kolejce "kanoniczymi terenami Rosji" do odzyskania będą Ukraina i republiki bałtyckie. Polska znajdzie się wówczas na pierwszej linii frontu. Jako państwo frontowe Sojuszu Północnoatlantyckiego moglibyśmy liczyć na specjalne traktowanie, jakie swego czasu stało się udziałem RFN, a także Turcji. Z pewnością przy odpowiednio aktywnej polityce (aż się prosi o przypomnienie F.J Straussa i Adenauera), mamy szansę w szybkim tempie zmodernizować armię, w oparciu już nie tylko o nasz niewystarczający budżet ale przede wszystkim budżet NATO i samych USA.
Kwestię tą poruszyłem zresztą w innym artykule. Zainteresowanych odsyłam do "Mocarstwo nad Wisłą".
Piotr Górka
autor prowadzi stronę: KonserVat
Komentarze: (2)
Zapraszam na fabrykamysli.blog.onet.pl
"Czy taka wojna naprawdę się Rosji opłaca? Przecież Gruzja będzie stawiała potężny opór, będzie otrzymywała wsparcie zagraniczne... Nawet jeśli Rosja zwycięży, to partyzantka będzie tam zwalczać rosyjskich żołnierzy przez lata.Kryzys dotyka też Rosję, czy naprawdę wydawanie miliardów na działania wojenne może przynieść jakieś wymierne korzyści?"
A kiedy Rosja robiła coś mądrego?W czasie kryzysu trzeba jakoś odwrócić uwagę głodnego i pijanego tłumu od winowajców i skierować jego gniew na Gruzinów czy Ukraińców.
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
